Storytime!
1. >> czwartek, 22 stycznia 2009 21:50:12
Na dworze było gorąco. Sunday spojrzała na suszący się ogród przez drewnianą żaluzję i od razu pożałowała, że to zrobiła. Strużka potu przebiegła po jej zgrzanym kręgosłupie. Nie miała już czego z siebie zdjąć. Lato dopiero się zaczęło, a Sunday już miała go dosyć. W szkole przynajmniej mieli klimatyzację.
Nawet nie wiedziała, jak to się stało, że w tym domu jej nie było. Kiedyś mieszkały w luksusowym apartamentowcu na Piątej Alei, a potem w ich spokojnym domu wybuchło o kilka kłótni za dużo i państwo Lowe stali się panią Hansen i panem Lowe. Pan Lowe został w swoim klimatyzowanym apartamencie, jego starsza córka, Claire, zabrała manatki i przestała utrzymywać kontakty z rodziną, a młodsza córka, Sunday, wylądowała z matką w domu ze sklejki, z oknami z plastiku i zgniłymi książkami po poprzednim właścicielu. Nieważne, że Sunday przywykła do wygód i drogich obiadów na mieście, że chciała nosić ciuchy z klasą i zachowywać się jak suka. Na przedmieściach każdy musiał być miły i nie powinien się za bardzo wychylać. Ale dlaczego, dlaczego?!, nie mają klimatyzatora?
Sunday przesunęła palcem po żaluzjach i westchnęła ciężko. Podpięła grzywkę po obu stronach głowy i otarła czoło dłonią. Kolejne ciężkie westchnienie. Szybkim krokiem pomknęła ku łazience, zrzuciła z siebie bieliznę, w której paradowała po domu, nawet, jeśli jakiś napalony sąsiad mógł patrzeć, po czym stanęła pod lodowatym strumieniem wody, który nieśmiało sączył się z zatkanego prysznica.
Wyszła spod wody, kiedy już zsiniały jej wargi, narzuciła na siebie pierwszą lepszą, luźną koszulkę i zeszła do kuchni. Schody łomotały pod jej nogami, gdy zeskakiwała po stopniach. Dobrnęła do lodówki, którą otwarła gwałtownym ruchem. Woda kapała z jej świeżo umytych włosów na podłogę. Niemal wyszarpała dzbanek z mrożoną herbatą, wywracając przy tym jogurty i sery w plastikowych opakowaniach. Z szafki wyjęła wielką szklankę, do której wetknęła kilka kolorowych słomek, co zalała herbatą. Niedbale zamknęła lodówkę i wyszła na dwór, chociaż było tam chyba z trzydzieści pięć stopni. Próbowała pić z kilku słomek na raz, żeby było szybciej, ale kiedy jedna z nich wbiła się jej w dziurkę od nosa, wywaliła wszystkie na zasuszoną, brązową trawę i wychłeptała napój kilkoma łykami. Postawiła szklankę na schodku i beknęła. Dobra, nie była dziewczyną z klasą. Właśnie miała się zbierać do domu albo spróbować przystawić się do seksownego ogrodnika swoich sąsiadów, ale przed ich domem z piskiem opon zatrzymał się czerwony kabriolet.
- Co, u cholery? – zawołała gniewnie, roztrzepując mokre włosy palcami.
- Cześć, siostrzyczko – zaszczebiotała lalka Barbie siedząca za kierownicą. Sunday zamknęła oczy i otwarła je znowu. Było chyba dość ciepło na halucynacje. Twarz lalki Barbie zmieniła się w twarz jej siostry, Claire.
- Eee…
Claire uśmiechnęła się promiennie i wyskoczyła z samochodu.
- Skąd to wytrzasnęłaś?
- Z wypożyczalni, głupia.
- A skąd się tu wzięłaś?
- Przyjechałam.
- Po co? – niemal krzyknęła Sunday, patrząc na siostrę bez cienia ciekawości; ustąpiła ona miejsca wściekłości i chęci wrócenia do poprzedniego, niewymagającego stanu wegetacji.
Claire otwarła usta, ale nie powiedziała tego, na co czekała jej młodsza siostra.
- Nie zaprosisz mnie do domu, maleńka?
- Nie. Nie chcę cię tu. Matka też cię nie chce. Nie chcę cię widzieć, rozumiesz?
- Gdzie jest mama? – zapytała Claire. Wyminęła Sunday ze słodkim uśmieszkiem i weszła do domu.
- Nie jestem pewna.
- Nie jesteś pewna, gdzie jest twoja matka? To ciekawe – dziewczyna podeszła do lodówki i wyjęła dzbanek z herbatą. Sunday pożałowała, że do niego nie napluła.
- Czego chcesz?
- Muszę z nią pogadać. Mam dla niej propozycję nie do odrzucenia.
- Przyjechałaś tu po kilku latach odzywania się tylko na święta, żeby zrobić z nią jakiś biznes?! – wrzasnęła Sunday, wyrywając osłupiałej dziewczynie naczynie z rąk i zdecydowanym ruchem stawiając je na blacie. Wylała prawie połowę.
- Nie nazwałabym tego biznesem. Uspokój się – wyciągnęła rękę, chcąc odgarnąć mokre pasma z czoła dziewczyny. Dłoń jednak otrącono.
- Wynoś się. Pół godziny drogi stąd jest jakiś hotel.
- Więc nie chcesz, żebym spała przy drodze, w samochodzie. Troszczysz się o mnie, ale chcesz, żebym się wynosiła – Claire lekko zmrużyła jasne oczy, w których rozbłysnął triumf.
- Po co w ogóle przyjechałaś?
- Powiedziałam ci już. Żeby złożyć twojej, naszej, matce propozycję nie do odrzucenia. Na jej mocy miałaby spokój i samotność do końca wakacji.
- Co chcesz zrobić?
- Spakuj ważne rzeczy, trochę ciuchów, ładuj się ze mną do samochodu i gońmy zachodzące słońce, co ty na to?
Sunday parsknęła śmiechem.
- Naćpałaś się?
Claire wyglądała, jakby naprawdę zrobiło się jej smutno.
- Posłuchaj – zaczęła tonem wychowawcy, siadając na jednym ze stołków barowych, które były ustawione wokół wyspy kuchennej. – Wiem, że nie jestem najlepszą starszą siostrą na świecie i nie byłam zbyt pomocna gdy rodzice… - urwała i przełknęła głośno ślinę. – W każdym razie chciałabym spędzić z tobą trochę czasu, zanim całkiem dorośniesz i utwierdzisz się w przekonaniu, że twoja siostra to tchórz i nie ma szans, żebyście były spokrewnione.
- Dorosłam dawno temu. Jakoś między mamy przyznaniem się do alkoholizmu, a powrotem do nałogu.
- Sunday…
- Cicho. Masz w tym samochodzie klimatyzację?
Claire skinęła głową.
- To po prostu pomóż mi się spakować i przekazać mamie informację.
- W porządku – Clarie rozpromieniła się, pełna dobrych przeczuć co do czekających je wycieczki.
Jakąś godzinę później, kiedy ruszyły sprzed domu z torbą pełną ciuchów i siatkami z Wal-Martu z jedzeniem, przyborami do kąpieli i innymi niezbędnymi rzeczami, Sunday wyłączyła i tak rzężące radio i spojrzała na siostrę, która z niepewną miną kręciła kierownicą.
- Więc… czemu właściwie mnie ze sobą wzięłaś?
Obie się roześmiały.
- Bo mam pewną sprawę, z pewnym facetem.
- Z facetem? To ty jesteś śliczniejszą panną Lowe, po co ci moja pomoc.
- Bo to taki typ sprawy, w którym potrzebuję wredniejszej panny Lowe. I naprawdę chciałam z tobą trochę pobyć.
Sunday zsunęła plastikowe, tandetne okulary na swój nos, zastanawiając się, kiedy upadła tak nisko, żeby jeździć na nieprzemyślane wycieczki samochodowe z własną siostrą. A przecież mogła uwodzić młodego ogrodnika sąsiadów!
komentarze [2]
God, I love those kids!
Layout By: chaste + polaroidville